Rok 2026 nie przynosi w medycynie estetycznej rewolucji, ale coś znacznie ważniejszego: zmianę sposobu myślenia. Zamiast pogoni za trendami i „szybkimi efektami” coraz wyraźniej wygrywa podejście całościowe, oparte na biologii, diagnostyce i realnym zdrowiu pacjenta. Jaką rolę odgrywają dziś nowoczesne technologie obrazowania, terapie regeneracyjne i metody autologiczne? Dlaczego prawdziwym „game changerem” nie jest nowy laser lecz sposób prowadzenia pacjenta? O tym, jak wygląda przyszłość medycyny estetycznej opowiada dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska, prekursorka pre-agingu i medycyny regeneracyjnej w Polsce.
rozmawiała Agnieszka Szczepanek
Co znajdziesz w artykule?
Jakie są najważniejsze trendy w medycynie estetycznej w 2026 roku? Czy możemy mówić o rewolucji w podejściu do zabiegów?
To nie są zupełnie nowe trendy, ponieważ już od kilku lat stawiamy na coraz lepsze zrozumienie procesów starzenia się oraz na bardzo profilaktyczne podejście do zabiegów w obszarze medycyny estetycznej. Natomiast coraz mocniej i coraz wyraźniej przebija się — może nie do końca jako trend — ale jako świadomość istnienia potrzeby zaopiekowania się pacjentem w znacznie szerszym kontekście. W medycynie estetycznej tradycyjnie myślimy o skórze i tkankach podskórnych, jednak od pewnego czasu coraz częściej postrzegamy je przede wszystkim w kontekście całkowitego zdrowia pacjenta. Coraz więcej wiemy i coraz lepiej rozumiemy, że to, jakie efekty w profilaktyce starzenia się skóry uzyskamy metodami i technologiami medycyny estetycznej, w dużej mierze zależy od organizmu pacjenta, od tego, jaki jest jego wiek biologiczny, a nie kalendarzowy; jak się odżywia, jaka jest jego podaż białka; jaki ma sen; jak funkcjonuje jego gospodarka hormonalna; jaka jest jego odpowiedź na codzienne czynniki stresogenne; w jakim środowisku żyje, etc.
Czyli te nowe trendy, „nowe” w cudzysłowie, jeszcze mocniej akcentują i podkreślają zasadność oraz znaczenie właśnie tej profilaktyki starzenia się. A czy możemy mówić o rewolucji w podejściu do zabiegów? Moim zdaniem i w mojej opinii rewolucji nie ma. Zmiany, które dokonują się w medycynie estetycznej, nie są rewolucyjne — one są stopniowe. To jest proces, w którym coś się pojawia (na przykład nowe doniesienie naukowe, nowa technologia czy nowy produkt) i zaczyna ewoluować. Naturalnie taki proces trochę trwa, wciąż badamy efekty, obserwujemy reakcje, iterujemy i udoskonalamy metody. Trudno więc mówić tutaj o faktycznej rewolucji – są to przede wszystkim zmiany ewolucyjne.
Jakie nowinki technologiczne w medycynie estetycznej są najciekawsze i które z nich mają szansę stać się standardem w gabinetach w najbliższych latach?
Z całą pewnością są to nowoczesne techniki diagnostyczne oraz zaawansowane metody obrazowania. To one coraz częściej stają się punktem wyjścia do planowania terapii i pozwalają nam znacznie lepiej rozumieć indywidualną anatomię oraz potrzeby konkretnego pacjenta. Poza tym ogromny rozwój obserwujemy zarówno w tej bardziej „klasycznej” strefie igły, kaniuli i nici, jak również w obszarze urządzeń wysokoenergetycznych.

Przykładowo, w przypadku nici pojawiają się nowe technologie łączące kwas polimlekowy z kwasem hialuronowym, co pozwala jednocześnie uzyskać efekt biostymulacji i poprawy jakości tkanek. W obszarze produktów do biostymulacji coraz większe znaczenie mają możliwości łączenia różnych stymulatorów w ramach jednej, bardziej kompleksowej terapii. Z kolei w technologiach wysokoenergetycznych widzimy coraz dokładniejsze i bardziej selektywne działanie, czy to fali lasera, czy fali radiowe, na konkretny chromofor, co przekłada się na bardzo precyzyjny, przewidywalny efekt.
Za tą rosnącą wiedzą podąża dynamiczny rozwój technologiczny i dziś jesteśmy w stanie działać coraz dokładniej i coraz bardziej precyzyjnie na określone, indywidualne elementy skóry. To sprawia, że terapie stają się nie tylko skuteczniejsze, ale również bezpieczniejsze i lepiej dopasowane do pacjenta. I to jest, moim zdaniem, jeden z najbardziej fascynujących kierunków rozwoju współczesnej medycyny estetycznej.
W dobie szybkiego rozwoju technologii, jak zmienia się podejście do bezpieczeństwa i jakości wykonywanych zabiegów estetycznych?
To bardzo trafne pytanie, ponieważ paradoksalnie im bardziej zaawansowana staje się technologia, tym ostatecznie prostsza w obsłudze staje się ona dla operatora. Oznacza to, że skala uczenia się, przynajmniej w przypadku podstawowych metod, oraz czas potrzebny na ich opanowanie, ulegają stopniowemu skróceniu. Co więcej, postępująca standaryzacja zarówno parametrów, jak i samych metod zabiegowych, przede wszystkim ogranicza również ryzyko powikłań, co jest niezwykle istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta.
Dobrym przykładem są najnowsze toksyny botulinowe, które są już dostępne w formie rozpuszczonej, dzięki temu znika ryzyko, że wykonujący zabieg za każdym razem przygotuje preparat w nieco inny sposób. To pokazuje, że wraz z rozwojem technologii rośnie także świadomość oraz przywiązanie do kwestii bezpieczeństwa i jakości procedur. I jest to bardzo dobry trend, ponieważ sprawia, że na koniec dnia wszyscy jesteśmy bardziej bezpieczni.
Czy rzeczywiście obserwujemy coraz większe dążenie do indywidualizacji terapii estetycznych? Jakie technologie lub podejścia to umożliwiają?
Zdecydowanie kluczem, absolutnym kluczem, do sukcesu w przyszłości medycyny estetycznej jest postrzeganie naszego pacjenta, naszej pacjentki przede wszystkim jako pacjenta. A ponieważ każdy z nas jest inny, każdy niesie ze sobą własną historię chorób, leczenia, operacji czy suplementacji; każdy, mimo podobnego na przykład wieku kalendarzowego, ma inny wiek biologiczny, inne uwarunkowania osobiste, zawodowe, inne okoliczności i możliwości, ta indywidualizacja terapii estetycznych jest po prostu niezbędna.
Jakie technologie lub podejścia to umożliwiają? Być może nie tyle same technologie, co przede wszystkim wiedza i świadomość osoby zajmującej się medycyną estetyczną, bo to właśnie tutaj wszystko się zaczyna. Dlatego zawsze podkreślam, jak fundamentalne znaczenie ma to, aby wywiad lekarski był wystarczająco szeroki i pogłębiony. Tylko wtedy specjalista/specjalistka, widząc i rozumiejąc całościowy kontekst zdrowia pacjenta, może podejmować świadome, dobrze poinformowane decyzje terapeutyczne, przewidywać reakcje organizmu i odpowiedzialnie dobierać możliwe rozwiązania — z jednej strony po to, by uniknąć powikłań i działań niepożądanych, a z drugiej, by zintensyfikować efekt terapii.
A jeśli chodzi o technologie, to z całą pewnością są to nowoczesne metody obrazowania. Nie sposób nie wspomnieć tutaj chociażby o USG skóry czy zaawansowanych technologiach obrazowania 3D. Coraz częściej będziemy wykonywać zabiegi, zaczynając właśnie od diagnostyki, na przykład od USG skóry twarzy czy skanu tkanek miękkich — ponieważ wtedy dokładnie wiemy, jaka jest grubość tkanki podskórnej, tkanki tłuszczowej, jaka jest ta konkretna „geografia” skóry danego pacjenta. Dzięki temu możemy znacznie precyzyjniej dobrać odpowiedni produkt, technikę czy technologię wysokoenergetyczną, lepiej opracować plan terapeutyczny i w efekcie końcowym uzyskać zdecydowanie lepsze, bardziej przewidywalne rezultaty.
PRZECZYTAJ: Obrazowanie USG przy zabiegach estetycznych i powikłaniach – rozmowa z lek. med. Grażyną Glonek
Coraz częściej mówi się o medycynie estetycznej w kontekście profilaktyki starzenia się skóry. Jakie nowości w tym zakresie warto obserwować w 2026 roku?
Starzenie się skóry odzwierciedla starzenie się organizmu, przynajmniej części jego narządów.
I część zabiegów medycyny estetycznej, nie tyle tych naprawczych, co właśnie regeneracyjnych, jest absolutnie wpisana w profilaktykę starzenia się skóry. Typowym przykładem może być kwas polimlekowy czy hydroksyapatyt wapnia, które przede wszystkim poprawiają i zwiększają ilość kolagenu i elastyny w tkance. Takim przykładem może być również laser frakcyjny czy światło szerokopasmowe. One także wpływają pozytywnie na jakość samej skóry, czyli są w tej profilaktyce starzenia jednymi z najważniejszych terapii.
Jakie nowości w tym zakresie warto obserwować w 2026 roku? Wskazałabym na produkty autologiczne, a więc możliwości, jakie daje nam nasza własna krew czy nasz tłuszcz, bo to jest bardzo obiecujące. Ale żeby rzeczywiście uzyskać dobry efekt, ten wywiad z pacjentem musi być dużo bardziej rozbudowany. Dlatego jeszcze raz podkreśliłabym tutaj jego znaczenie.
W jaki sposób nowe procedury łączą w sobie elementy medycyny estetycznej i dermatologii, by oferować bardziej kompleksowe efekty?
Te elementy medycyny estetycznej, które mają bardziej naprawczy i leczniczy charakter, naturalnie łączą się i dają możliwość synergii z działaniami w obszarze dermatologii. Na przykład przy trądziku różowatym prowadzimy leczenie farmakologiczne i uzupełniamy je laserem tak zwanym naczyniowym. Z kolei przy leczeniu trądziku, który pozostawił blizny i przebarwienia, jako element uzupełniający terapię możemy zastosować na przykład laser frakcyjny w celu redukcji blizn potrądzikowych. Przy melazmie możemy leczyć z użyciem lasera pikosekundowego, peelingów, ale również, równolegle, proponować leczenie farmakologiczne. Przy lipoatrofii przebiegającej w niektórych chorobach możemy z kolei uzupełniać te kompartmenty, które zanikły, na przykład kwasem hialuronowym czy właśnie tłuszczem autologicznym.
Przykłady można mnożyć, ale podstawowym faktem pozostaje to, że synergia wiedzy dermatologicznej oraz tej z zakresu medycyny estetycznej daje niesamowite możliwości kreowania i prowadzenia terapii dla naszych pacjentów.
Jak zmienia się preferencja pacjentów? Czy wciąż królują metody nieinwazyjne, czy obserwujemy powrót bardziej tradycyjnych zabiegów chirurgicznych?
Pacjenci, niestety, w mojej ocenie, w dużej mierze swoją wiedzę czerpią dziś z mediów społecznościowych, a w social mediach królują dezinformacja oraz różnego rodzaju mody. Dlatego podzieliłabym pacjentów na tych bardziej świadomych, którzy oprócz ciekawostek i nowinek z Internetu starają się również, nawet na własną rękę, szukać rzetelnych informacji o metodach, zabiegach i ich podstawach naukowych. W ich przypadku preferencje rzeczywiście są takie, by w dużej mierze stawiać na profilaktykę starzenia się i tutaj metody mało inwazyjne oraz nieinwazyjne zdecydowanie wiodą prym.
Ci mniej świadomi niestety nieraz podążają na ślepo za trendami i nowinkami z Internetu. Przecież był już okres mody na „foxy eyes”, był trend ust, które u wszystkich wyglądały niemal identycznie, była też moda na twarz à la Nefretete.
A czy obserwujemy powrót do bardziej tradycyjnych zabiegów chirurgicznych? Chirurgia plastyczna ma się cały czas bardzo dobrze. Numerem jeden pozostają oczywiście operacje piersi, były, są i zapewne będą. Natomiast jeśli chodzi o chirurgię w postaci głębokiego face liftingu, to z racji coraz większej dbałości o skórę oraz rosnącej świadomości pacjentów mam wrażenie, że statystyczny moment wykonywania tego zabiegu u kobiet przesuwa się na nieco późniejszy wiek. Z kolei blefaroplastyka absolutnie pozostaje hitem – był to bardzo wyraźny trend w ubiegłym roku. Bardzo wiele pacjentek decydowało się na ten zabieg, czasami niestety także zbyt lekkomyślnie, traktując go jak „zabieg lunchowy”, czysto kosmetyczny, a przecież jest to zabieg chirurgiczny i nie można o tym zapominać.

Jednak pacjenci coraz częściej oczekują naturalnych efektów. Jak nowe technologie i podejścia w medycynie estetycznej odpowiadają na tę potrzebę?
Naturalne efekty oznaczają przede wszystkim profilaktykę starzenia się skóry. Dlatego w pierwszej kolejności mówimy tutaj o metodach regeneracyjnych oraz, równorzędnie, o urządzeniach wysokoenergetycznych, takich jak lasery, radiofrekwencja czy światło szerokopasmowe, które sprawdzają się w tym obszarze doskonale. Drugą grupę stanowią biostymulatory, czyli między innymi hydroksyapatyt wapnia oraz kwas polimlekowy. Trzecią są metody autologiczne, a więc wykorzystujące własną krew i własny tłuszcz pacjenta. Czwartą, świetnie sprawdzającą się w pewnych grupach wiekowych, jest mikronakłuwanie.
Jeśli chodzi o samo podejście, to raz jeszcze powtórzyłabym, że rośnie świadomość, iż skóra nie jest jakimś osobnym bytem, lecz istotną częścią całego organizmu, a jej zdrowie jest nierozerwalnie związane ze zdrowiem całego ciała.
Jak zmienia się rola edukacji pacjentów w dobie nowych zabiegów i szerokiej dostępności informacji online? Jak rozpoznać rzetelne źródła?
To pytanie jest absolutnie kluczowe. Niestety social media oraz internet w dużej mierze pełne są fałszu, przesady, sensacji i zwyczajnej dezinformacji. Najczęściej klikamy to, co przyciąga uwagę; viral zyskuje popularność, podczas gdy rzetelne, medycznie poparte treści pozostają w cieniu. Dlatego rola edukacji pacjentów staje się coraz ważniejsza i nikt już chyba nie ma wątpliwości, że w dobie cyfryzacji jest ona fundamentem odpowiedzialnego dbania o swoje zdrowie i podejmowania świadomych decyzji.
Zawsze uczulam pacjentów i znajomych, aby zwracali szczególną uwagę na źródła informacji i podchodzili do nich krytycznie. To, co popularne lub sensacyjne, niekoniecznie ma solidne naukowe uzasadnienie ani poparcie w medycynie. Świadoma, oparta na faktach edukacja jest dziś kluczem do bezpieczeństwa i skuteczności terapii estetycznych.
Co może być „game changerem” w medycynie estetycznej w nadchodzących latach? Technologie, produkty, czy może właśnie zmiana podejścia do pacjenta albo samych pacjentów?
Rozwój technologiczny w nadchodzących latach niewątpliwie przyspieszy ewolucję medycyny estetycznej i rozszerzy nasze możliwości terapeutyczne, ale żadna prawdziwa zmiana nie dokona się bez przebudowy świadomości: świadomości siebie i własnego zdrowia. To właśnie ona pozwala odpowiednio wykorzystać stale rosnącą wiedzę oraz nowoczesne technologie.
Jest to dla mnie wyjątkowo istotne, szczególnie w roli autora i kierownika studiów podyplomowych „Akademia Medycyny Estetycznej i Biznesu”, realizowanych we współpracy z Akademią Leona Koźmińskiego. Obecnie trwa już czwarta edycja programu, który w swoim założeniu mocno stawia nacisk na świadomość i edukację. Uczymy naszych specjalistów/specjalistki nie tylko o złożoności skóry i współzależnościach w organizmie, ale przede wszystkim kształcimy nowy, prawdziwie „game-changing” paradygmat podejścia do medycyny regeneracyjnej i zdrowia w ogóle.
Chodzi o to, aby w pacjencie estetycznym dostrzegać przede wszystkim… pacjenta. To kluczowe, nie wykonujemy zabiegów na żądanie. To nie jest usługa typu „poproszę usta”. Żaden specjalista nie powinien tak postępować. Zawsze należy rozpocząć od przekrojowego i pogłębionego wywiadu: zebrać informacje o stanie zdrowia, przebytych chorobach, przyjmowanych lekach i suplementach, diecie, stylu życia, składzie masy ciała, wynikach badań, poziomach hormonów, witamin i minerałów – czynników, na które specjalista/specjalistka powinien zwrócić uwagę, jest naprawdę wiele.
Dopiero wychodząc od tego całościowego spojrzenia na pacjenta i jego organizm, możemy, korzystając z rzetelnej i sprawdzonej wiedzy, sięgnąć po konkretne metody regeneracyjne czy procedury estetyczne. Nie wolno przy tym stracić z oczu najważniejszego celu: zdrowia konkretnego człowieka, który przychodzi do nas po pomoc. „Wisienką na torcie” mogą być nowoczesne technologie czy innowacyjne procedury, ale wszystko zawsze powinno wracać do punktu wyjścia: prowadzenia pacjenta w służbie jego zdrowiu.

Barbara Walkiewicz-Cyrańska – lekarz medycyny estetycznej, dermatolożka
Założycielka Viva Derm i jedna z najbardziej cenionych lekarek dermatolożek estetycznych w Polsce. Niekwestionowana prekursorka pre-aging, czyli medycyny regeneracyjnej i długowieczności. Swoje umiejętności doskonaliła w Los Angeles, Paryżu, Barcelonie, Frankfurcie i Stambule. Dzięki licznym kontaktom z najwybitniejszymi dermatologami i specjalistami medycyny estetycznej na świecie na bieżąco monitoruje i tworzy nowe trendy w branży. Wszystko po to, by jej pacjenci mogli doświadczać tego, co najlepsze i cieszyć się wyłącznie sprawdzonymi rozwiązaniami.
Od 30 lat dzięki pasji i ogromnemu doświadczeniu wprowadza na polski rynek innowacyjne zabiegi oraz techniki gwarantujące bezpieczeństwo i efekt. Jest niezrównaną mistrzynią w dziedzinie medycyny estetycznej i regeneracyjnej, a jej domeną są autorskie spersonalizowane programy naprawcze i przeciwdziałające starzeniu się skóry.
Swoją wiedzą i doświadczeniem dzieli się na studiach podyplomowych w Akademii Leona Koźmińskiego. Dzięki organizowanym szkoleniom, kongresom i sympozjom dostarcza specjalistom najnowszą, zweryfikowaną jakościowo wiedzę, podnoszącą efektywność pracy lekarzy oraz dobrostan pacjenta.

