Dermatic.pl Aesthetic Business

Wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego – czy rzeczywiście są biodegradowalne? 

ebook składniki aktywne 1200x300
Newsletter
, ten tekst przeczytasz w: 7 minuty

Czy wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego – jeden z filarów współczesnej medycyny estetycznej – rzeczywiście ulegają całkowitej biodegradacji, jak często zapewniają producenci? Wraz ze wzrostem popularności zabiegów iniekcyjnych, to pytanie coraz częściej pojawia się nie tylko wśród pacjentów, ale także w środowisku lekarskim. O trwałości, mechanizmach rozkładu i potencjalnych konsekwencjach długo utrzymujących się preparatów opowiada dr n. med. Diana Kupczyńska – chirurg, lekarz medycyny estetycznej z Kliniki Ars Estetica i założycielka polskiej marki kosmetycznej Rue de Skin.

rozmawiała Agnieszka Szczepanek

Czy wszystkie wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego ulegają całkowitej biodegradacji, tak jak to często deklarują producenci?

Niestety, nie wszystkie preparaty spełniają oczekiwania dotyczące przewidywalnej biodegradacji. W praktyce obserwujemy, że ich zachowanie może być bardzo zróżnicowane, zarówno pod względem trwałości, jak i reakcji organizmu. Choć producenci deklarują biodegradowalność swoich produktów, wciąż brakuje niezależnych badań porównawczych, które dokładnie analizowałyby czas utrzymywania się różnych preparatów w tkankach oraz sposób, w jaki organizm człowieka utylizuje zawarte w nich czynniki sieciujące. Warto również podkreślić, że wielu pacjentów przez lata poddawało się zabiegom z użyciem różnych wypełniaczy – o zróżnicowanym stopniu usieciowania, składzie chemicznym i jakości – co może prowadzić do ich akumulacji w tkankach i komplikować późniejszą diagnostykę. Proces degradacji odbywa się dzięki enzymom obecnym naturalnie w organizmie – głównie hialuronidazom – jednak ich aktywność jest indywidualna i z wiekiem ulega znacznemu obniżeniu. To z kolei oznacza, że u starszych osób preparaty mogą utrzymywać się znacznie dłużej niż przewiduje to producent.

Co więcej, czynniki takie jak przewlekłe stany zapalne, choroby autoimmunologiczne czy przyjmowane leki również mogą wpływać na tempo degradacji. Dodatkowo, niektóre wypełniacze mogą wywoływać lokalne reakcje zapalne lub immunologiczne, prowadzące do formowania się ziarniniaków – a te nie ulegają samoistnemu rozpuszczeniu i zazwyczaj wymagają interwencji lekarza. 

Jakie czynniki mają największy wpływ na tempo rozkładu kwasu hialuronowego w organizmie? Czy na przykład styl życia, gospodarka hormonalna czy stosowanie leków (takich jak glikokortykosteroidy) mogą opóźniać ten proces?  

Czynników wpływających na proces degradacji wypełniaczy jest wiele i są one wzajemnie powiązane. Przede wszystkim kluczową rolę odgrywa aktywność enzymów – hialuronidaz – które w sposób naturalny odpowiadają za rozkład kwasu hialuronowego w organizmie. Ich skuteczność zależy od wieku, predyspozycji genetycznych, ogólnego stanu zdrowia oraz czynników środowiskowych. Istotne znaczenie ma również styl życia – na przykład palenie tytoniu, przewlekły stres, niewłaściwa dieta czy zaburzenia hormonalne mogą obniżać zdolność organizmu do efektywnej eliminacji substancji. Dodatkowo ważne są właściwości samego preparatu – jego ilość, rodzaj i stopień usieciowania, a także ewentualna obecność substancji pomocniczych. Nie bez znaczenia pozostaje również częstotliwość i technika podawania – powtarzane zabiegi w tym samym obszarze mogą prowadzić do zmian w metabolizmie tkankowym. Stosowanie niektórych leków, takich jak glikokortykosteroidy czy leki immunosupresyjne, może osłabiać reakcje immunologiczne i wpływać na aktywność enzymatyczną, co w efekcie może znacząco spowalniać proces biodegradacji. W związku z tym każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, uwzględniając zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne. 

Na ile istotny dla procesu biodegradacji jest stopień usieciowania kwasu hialuronowego w preparacie? 

Stopień usieciowania ma ogromne znaczenie. Im bardziej usieciowany preparat, tym trudniejszy jest jego rozkład. Sieciowanie to proces chemiczny, dzięki któremu kwas hialuronowy zyskuje trwałość – preparaty są bardziej „gęste” i odporne na działanie enzymów. Wypełniacze do modelowania twarzy (np. do wolumetrii) zawierają najwięcej czynnika sieciującego, dlatego mogą utrzymywać się w tkankach przez wiele lat. Dodatkowo znaczenie ma rodzaj użytego środka sieciującego – najczęściej stosowany jest BDDE (1,4-butanodiol diglycidyl ether), rzadziej PEG. Oba wpływają na stabilność preparatu, ale także na potencjalne reakcje organizmu. 

Jak wygląda biologiczny mechanizm usuwania kwasu hialuronowego z organizmu? Które komórki lub enzymy są za to odpowiedzialne? 

Zarówno kwas hialuronowy produkowany przez organizm (endogenny), jak i ten podany z zewnątrz w formie wypełniacza (egzogenny), podlega naturalnym procesom degradacji. Kluczową rolę w tym procesie odgrywają enzymy z grupy hialuronidaz. Są to enzymy hydrolityczne, które rozkładają długie łańcuchy kwasu hialuronowego na mniejsze fragmenty, a następnie – ostatecznie – do nieaktywnych cząsteczek, które są usuwane przez układ limfatyczny i krwionośny. 

U zdrowej osoby, fizjologiczny (endogenny) kwas hialuronowy obecny w skórze ma bardzo krótki okres półtrwania – szacuje się, że wynosi on około 24 godziny. Oznacza to, że organizm stale syntetyzuje i rozkłada kwas hialuronowy, utrzymując jego poziom w dynamicznej równowadze. 

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku preparatów używanych w medycynie estetycznej. Są to formy kwasu hialuronowego o wysokim stopniu usieciowania, co oznacza, że zostały poddane modyfikacji chemicznej w celu zwiększenia ich trwałości. Sieciowanie polega na łączeniu cząsteczek kwasu za pomocą tzw. czynników sieciujących (np. BDDE – 1,4-butanodiol diglycidyl ether), które sprawiają, że struktura staje się bardziej odporna na enzymatyczną degradację. W zależności od stopnia usieciowania i lokalizacji w ciele, taki wypełniacz może utrzymywać się od kilku miesięcy do nawet kilkunastu lat. 

Oprócz hialuronidaz, w usuwaniu wypełniacza udział biorą również komórki układu odpornościowego – zwłaszcza makrofagi. Są one odpowiedzialne za fagocytozę, czyli „pożeranie” cząsteczek uznanych za obce lub zbędne. W przypadku implantów na bazie kwasu hialuronowego, które organizm rozpoznaje jako materiał egzogenny, może dojść do aktywacji lokalnej odpowiedzi immunologicznej. Jeśli preparat nie ulega degradacji lub jeśli pojawią się czynniki utrudniające ten proces (np. obecność biofilmu bakteryjnego lub niewłaściwe podanie), reakcja ta może przekształcić się w przewlekły stan zapalny, prowadząc do powikłań takich jak ziarniniaki lub zwłóknienia. 

Warto podkreślić, że tempo i skuteczność biodegradacji zależą od wielu czynników: wieku pacjenta, poziomu aktywności hialuronidaz, obecności stanów zapalnych, użytego preparatu, a także lokalizacji wstrzyknięcia. Dlatego obserwowane różnice w czasie utrzymywania się efektów zabiegu u różnych osób są zupełnie naturalne i nie zawsze zależą od jakości samego preparatu. 

Czy istnieją naukowe dowody na długo utrzymujące się depozyty HA? Na ile są one realnym problemem w praktyce klinicznej? 

Tak, obecnie dysponujemy opublikowanymi przypadkami klinicznymi oraz badaniami obrazowymi (głównie z wykorzystaniem ultrasonografii i rezonansu magnetycznego), które jednoznacznie potwierdzają, że depozyty usieciowanego kwasu hialuronowego mogą utrzymywać się w tkankach przez wiele lat – nawet 12–15 lat po zabiegu. Dotyczy to zwłaszcza preparatów podanych głęboko, w dużej objętości lub o wysokim stopniu usieciowania, a także podanych nieprawidłowo (np. preparat wolumetryczny podany w obrębie czerwieni wargowej). 

W codziennej praktyce klinicznej problem ten staje się coraz bardziej widoczny. Coraz częściej zgłaszają się pacjenci, którzy przeszli wiele zabiegów w różnych klinikach – często bez zachowania rzetelnej dokumentacji medycznej. Pacjenci nie pamiętają nazw preparatów, nie potrafią określić ich ilości ani dokładnych miejsc iniekcji. Często minęło od zabiegu kilka lub nawet kilkanaście lat, a w tkankach wciąż obecne są pozostałości wypełniaczy, które można zobrazować w badaniu USG lub potwierdzić histopatologicznie po chirurgicznym usunięciu zmiany. 

Tego typu długo utrzymujące się depozyty mogą prowadzić do poważnych powikłań. Wśród nich wymienia się: 

  • biofilmy bakteryjne – trudne do zdiagnozowania przewlekłe infekcje, w których bakterie otoczone są warstwą ochronną (biofilmem) i pozostają niewrażliwe na standardowe leczenie antybiotykami, 
  • ziarniniaki – przewlekłe, często twarde i bolesne guzki będące wynikiem reakcji zapalnej organizmu na ciało obce, 
  • opóźnione reakcje alergiczne – które mogą pojawić się po wielu latach, często po aktywacji układu odpornościowego (np. w przebiegu infekcji wirusowej czy po szczepieniu), 
  • deformacje estetyczne – nierówności, zgrubienia czy niepożądane przesunięcia wypełniacza w tkankach. 

Diagnostyka tych powikłań stanowi duże wyzwanie. Wymaga nie tylko dostępu do odpowiednich narzędzi diagnostycznych (USG wysokiej rozdzielczości, czasem biopsji), ale przede wszystkim doświadczenia lekarza, który potrafi odróżnić zalegający kwas hialuronowy od zmian zapalnych, włóknistych czy nawet nowotworowych. 

Z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta, długo zalegające depozyty kwasu hialuronowego to realny problem, który wymaga zwiększonej świadomości zarówno ze strony lekarzy, jak i samych pacjentów. Dlatego tak ważne jest prowadzenie pełnej dokumentacji medycznej, używanie certyfikowanych preparatów oraz świadome planowanie zabiegów – szczególnie u osób, które regularnie korzystają z iniekcyjnych zabiegów estetycznych. 

Jakie powikłania mogą wynikać z niepełnej degradacji wypełniacza? I jak rozróżnić długo zalegający HA od np. ziarniniaka czy biofilmu?

Wyróżniamy powikłania wczesne i późne. Wczesne to m.in. zaburzenia ukrwienia (a nawet ślepota), martwica tkanek, infekcje, reakcje alergiczne czy grudki spowodowane nieprawidłowym podaniem preparatu. Powikłania późne to biofilm (czyli trudna do usunięcia infekcja), ziarniniaki, przewlekłe stany zapalne, a także zaburzenia pigmentacji czy trwałe zgrubienia. Różnicowanie takich zmian wymaga często badań obrazowych (np. USG) oraz oceny doświadczonego specjalisty/specjalistki. 

Czy hialuronidaza zawsze skutecznie i całkowicie usuwa kwas hialuronowy z tkanek? Czy są sytuacje, w których jej działanie jest ograniczone? 

Jeśli mamy do czynienia z certyfikowanym preparatem, podanym zgodnie z procedurą i odpowiednio dobraną dawką hialuronidazy – efekty są zazwyczaj bardzo dobre. Problem pojawia się przy preparatach nieznanego pochodzenia lub z dodatkami (np. hydroksyapatyt wapnia), gdzie skuteczność enzymu jest ograniczona. W takich przypadkach, mimo prawidłowego działania lekarza, może być konieczne powtórzenie zabiegu lub zastosowanie alternatywnego leczenia.  

Na ile wiarygodne są testy biodegradacji wykonywane przez producentów? Jak powinien je interpretować zabiegowiec?

Testy biodegradacji, które przedstawiają producenci w materiałach marketingowych lub dokumentacji technicznej, należy interpretować z dużą ostrożnością. Przede wszystkim większość tych badań prowadzona jest w warunkach laboratoryjnych – in vitro – które są wyizolowane od realnych, biologicznych procesów zachodzących w ludzkim organizmie. Oznacza to, że uzyskiwane wyniki często dotyczą działania pojedynczego czynnika, np. konkretnego enzymu w kontrolowanym środowisku, a nie złożonego układu tkanek, komórek odpornościowych, hormonów czy czynników zapalnych, które występują w żywym organizmie. 

Dodatkowo testy te często zakładają „idealny przebieg” degradacji – przy założeniu prawidłowej iniekcji, u osoby młodej, zdrowej, z wysoką aktywnością enzymatyczną i bez wcześniejszych zabiegów. W praktyce klinicznej takie warunki rzadko występują. Organizm ludzki jest dynamiczny, a reakcja na wypełniacz może się różnić w zależności od wielu czynników – wieku, stanu zdrowia, przyjmowanych leków, chorób autoimmunologicznych czy stylu życia. 

Warto też zaznaczyć, że producenci mają naturalny interes komercyjny w przedstawianiu swoich produktów w jak najlepszym świetle. W związku z tym mogą selekcjonować dane, które pasują do narracji marketingowej – na przykład koncentrując się na krótkoterminowych wynikach lub wybierając tylko takie testy, które potwierdzają ich tezy. 

Dlatego każdy lekarz powinien z dużym dystansem podchodzić do deklaracji producentów na temat „pełnej biodegradowalności” czy „naturalnego rozkładu w ciągu 6–12 miesięcy”. Kluczowe jest samodzielne weryfikowanie tych informacji – poprzez analizę niezależnych publikacji naukowych, udział w szkoleniach opartych na dowodach naukowych, a także opieranie się na własnych obserwacjach i doświadczeniu klinicznym. Tylko takie podejście daje realną podstawę do świadomego i bezpiecznego stosowania wypełniaczy w praktyce. 

Jak rozmawiać z pacjentami o trwałości wypełniaczy i potencjalnych powikłaniach?  

Szczerze. To absolutna podstawa. Pacjent ma prawo wiedzieć, jak długo może utrzymywać się efekt, co wpływa na jego trwałość, a także jakie są potencjalne ryzyka związane z zaleganiem preparatu. Rolą specjalisty/specjalistyki jest edukowanie, nie obiecywanie. 

Zawsze informuję pacjenta, że każdy zabieg wiąże się z ryzykiem i że choć powikłania są rzadkie, to trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Użycie hialuronidazy daje możliwość odwrócenia efektu, ale nie zawsze jest to proste i skuteczne. Pacjent musi znać ograniczenia – to podstawa naszej odpowiedzialności jako lekarzy.  


dr n. med. Diana Kupczyńska 

lekarz medycyny estetycznej, chirurg, flebolog 

Specjalistka chirurgii ogólnej. Absolwentka Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu.  Odbywała szkolenie specjalizacyjne z zakresu chirurgii ogólnej w Katedrze i Klinice Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Laureatka II miejsca w plebiscycie Dolnośląski Hipokrates 2017 w kategorii Lekarz roku medycyny estetycznej. Ukończyła z wyróżnieniem Podyplomową Szkołę Medycyny Estetycznej i Anti-Aging przy Polskim Towarzystwie Lekarskim. Członkini Polskiego Towarzystwa Flebologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, współorganizator konferencji naukowo-szkoleniowych Polskiego Towarzystwa Flebologicznego. Stopień naukowy doktora nauk medycznych uzyskała na Wydziale Lekarskim Kształcenia Podyplomowego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W 2023 roku założyła autorską markę kosmetyków Rue de Skin Cosmetics, która wspiera Pacjentki i Pacjentów w skutecznej, domowej pielęgnacji i podtrzymuje efekty zabiegów z zakresu medycyny estetycznej.  

Zajmuje się zagadnieniami z zakresu medycyny estetycznej, flebologii, chirurgii oraz ginekologii estetycznej. Stale podnosi swoje kwalifikacje uczestnicząc w szkoleniach i kursach z zakresu ultrasonografii, chirurgii ogólnej i naczyniowej, medycyny estetycznej oraz flebologii. 

Na co dzień pracuje w centrum medycyny estetycznej i laseroterapii Ars Estetica we Wrocławiu i w Warszawie.   

Pobierz materiały edukacyjne
Facebook Instagram Youtube Spotify